Dzisiejszy temat dotyczy się całkiem popularnej- a zwanej przeze mnie- przyjaźni ,,Multi''. Dotyczy to znajomości, w której są minimum trzy osoby. Sama miałam z nią styczność i z chęcią Wam opowiem, jakie były moje relacje po tych spotkaniach.
Takiego czegoś jak przyjaźń w grupie NIE MA!
Kto przeczy regule? Twój kuzyn i co? Jacyś frajerzy z Japonii?
Sorry, ale to nie jest moim zdaniem zbyt przekonujące...
Sama już dawno stwierdziłam, że ta przyjaźń nie jest możliwa. A najgorsze jest to, że mimo wszystko pakuje się w ten cyrk i wierzę w tłumaczenia typu ,,huragan ją przywiał...''.
Przyznam, że wątpię. Szczerze wątpię w ludzi, w człowieka i w sens tego całego świata. Bo na razie jeszcze ciągnę za sobą sprawę jednej nieudanej przyjaźni i nie mogę tego skończyć. Dlaczego? Bo szkoda mi tego, jak ta (nie obierając w słowa ulgi, bo taka jest prawda) suka mnie wykorzystała?
Gubię się w częściach człowieka. Albo jesteśmy poje**ni, albo tylko udajemy. Nasze przyjaciółki/przyjaciele zwykle nie są głupi. Ja sama własny rozum mam, a jednak tkwię w dołku. Bo wiem, że ONA mi nie odpuści. Będzie mnie trzymać przy sobie, aż zniesie na samo dno.
Więc zanim podejmiesz się naprawy, bądź życia w ,,MultiPrzyjaźni'' pomyśl nad tym:
Czy szkoda ci tej długoletniej przyjaźni i dlatego wracasz?
Czy naprawdę je/ich lubisz?
Dlaczgeo tak piszę? Bo sama odpowiedziałam na te pytania nieprawidłowo. A dwa lata znajomości wcale nie usprawiedliwiają tego, że chcę mnie zawlec na samo dno.
Nie, to nie jest rozejm. To wieczna walka. A ja długo trzymam broń..
Jeszcze tylko 3 miesiące i spróbuję przestać o niej myśleć i liczyć, że mnie opuści...
Refferetti
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz