Translate

wtorek, 17 czerwca 2014

,,Piąte koło'', czyli nie wybrniesz, dopóki nie spróbujesz....



     Dzisiejszy temat dotyczy się całkiem popularnej- a zwanej przeze mnie- przyjaźni ,,Multi''. Dotyczy to znajomości, w której są minimum trzy osoby. Sama miałam z nią styczność i z chęcią Wam opowiem, jakie były moje relacje po tych spotkaniach.

    Takiego czegoś jak przyjaźń w grupie NIE MA!

    Kto przeczy regule? Twój kuzyn i co? Jacyś frajerzy z Japonii?
Sorry, ale to nie jest moim  zdaniem zbyt przekonujące...

   
    Sama już dawno stwierdziłam, że ta przyjaźń nie jest możliwa. A najgorsze jest to, że mimo wszystko pakuje się w ten cyrk i wierzę w tłumaczenia typu ,,huragan ją przywiał...''.
Przyznam, że wątpię. Szczerze wątpię w ludzi, w człowieka i w sens tego całego świata. Bo na razie jeszcze ciągnę za sobą sprawę jednej nieudanej przyjaźni i nie mogę tego skończyć. Dlaczego? Bo szkoda mi tego, jak ta (nie obierając w słowa ulgi, bo taka jest prawda) suka mnie wykorzystała?

   Gubię się w częściach człowieka. Albo jesteśmy poje**ni, albo tylko udajemy. Nasze przyjaciółki/przyjaciele zwykle nie są głupi. Ja sama własny rozum mam, a jednak tkwię w dołku. Bo wiem, że ONA mi nie odpuści. Będzie mnie trzymać przy sobie, aż zniesie na samo dno.

    Więc zanim podejmiesz się naprawy, bądź życia w ,,MultiPrzyjaźni'' pomyśl nad tym:
Czy szkoda ci tej długoletniej przyjaźni i dlatego wracasz?
Czy naprawdę je/ich lubisz?

   Dlaczgeo tak piszę? Bo sama odpowiedziałam na te pytania nieprawidłowo. A dwa lata znajomości wcale nie usprawiedliwiają tego, że chcę mnie zawlec na samo dno.
   Nie, to nie jest rozejm. To wieczna walka. A ja długo trzymam broń..

   Jeszcze tylko 3 miesiące i spróbuję przestać o niej myśleć i liczyć, że mnie opuści...


                                                                                                                                      Refferetti
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz